26 Mar '14

Welcome to Tacloban

Na Bali jestem już tydzień! Po leniwym i cudownym odpoczynku  udało mi się zmobilizować i spędzić dłużej niż kilkanaście minut przed komputerem. Nie jest to łatwe z racji tego, że słońce świeci tu non-stop i jest bardzo gorąco! Po powrocie odczułam zmianę pogody, pora deszczowa zmieniła się w porę suchą.  W między czasie dwa dni przeleżałam w łóżku z gorączką-39 stopni i niesamowicie silnym bólem brzucha. Magiczna moc kokosa, kompotu z guarany i chińskich tabletek pomogła. Postanowiłam zrobić coś więcej, niż to co poradzili mi w Bumi: „ Paracetamol, woda i modlitwa”. Radek cierpliwie zniósł mój stan i po raz kolejny okazał się moim wybawieniem.

Udało mi się w końcu wyspać, przejrzeć zdjęcia i rozpakować się. Teraz mogę wrócić do wspomnień z Filipin i wszystkim się z Wami podzielić. A działo się, działo…

Na Filipiny udało mi się wyjechać dzięki  wielkiemu zbiegowi wydarzeń. Przyjechaliśmy na Bali, poznałam Robin Lim i po krótkiej rozmowie z nią, podjęłam szybką decyzję o wyjeździe na miesiąc do miejsca zniszczonego przez tajfun. Nie mieliśmy czasu na długie rozmowy i rozważania za i przeciw, ponieważ Robin następnego dnia wylatywała na Filipiny i musiała ustalać grafik dla wolontariuszy. Tacloban- centrum narodzin umieszone w szkole, pod namiotami, dużo porodów, mnóstwo pracy, ciężkie warunki. Tylko tyle wiedziałam. Nie miałam  żadnych szczegółowych informacji, tak naprawdę nie wiedziałam nic.. Byłam drugą wolontariuszką w tym projekcie. Pierwsza przebywała już na miejscu, wraz z Robin. Miały tak ograniczony dostęp do internetu, że nie były w stanie przekazać mi więcej informacji. Przygotowana na naprawdę ciężkie warunki, podekscytowana i zdenerwowana 19-stego lutego wyleciałam z Denpasar do Taclobanu, z przesiadką w Manili. Po przylocie było mi ciężko uwierzyć w to co widzę… Zderzyłam się z brutalną rzeczywistością. Lotnisko było zupełnie zdewastowane, prowizorycznie przygotowane na przyloty i odloty samolotów. Miłym zaskoczeniem była  obsługa techniczna, która przywitała nas radosnym śpiewem i szczerym uśmiechem, dziękując za przyjazd i pomoc, życząc nam miłego dnia. Po otrzymaniu plecaka i wyjściu z „lotniska” czekała na mnie grupa uśmiechniętych ludzi. Po godzinie jazdy karetką dotarliśmy do celu- centrum narodzin Bumi Wadah w Dulagu.

1234 17 16 15 14 13 12 11 10 9 8 7 6 5