03 Wrz '14

Tydzień jest za krótki… zwłaszcza w Phnom Penh

Poprzedni tydzień był dla mnie jednym z najtrudniejszych w klinice, a zarazem bardzo owocny.

Przeprowadziłam moje pierwsze szkolenie dla położnych na temat interpretacji zapisów KTG (dzięki Sławku za zdjęcia!), napisałam nowe procedury postępowania z pacjentami, spędziłam cały piątek na  bardzo trudnych rozmowach z lekarzami, tłumacząc im na czym polega naturalne położnictwo… zobaczymy niebawem ile zostało w ich głowach i czy rzeczywiście zrobiliśmy krok na przód czy tylko tak mi się wydaje…
Jestem też w trakcie zakładania Szkoły Rodzenia i projektowania pokoju porodowego – ma być jak w domu, aby kobieta czuła się bezpicznie i przytulnie.
Ostatnia sobota to cudowny dzień z dzieciakami ze slamsów, z przedmieść Phnom Penh. Razem z Karen (pielęgniarka z Nowej Zelandii, z którą pracuję) udzielałyśmy medycznych porad. W razie konieczności wysyłaliśmy ich do naszej kliniki na badania. Bóle głowy, zakażenia ucha, wysokie ciśnienie, objawy gruźlicy, to były główne problemy. W ramach wolontariatu raz na 2 tygodnie będziemy jeździły do slamsów. Ludzie nie mają tam żadnej stałej opieki zdrowotnej.  Jest tam kilka ciężarnych i mnóstwo dzieciaków, ktore pozostawione są same sobie. Za dwa tygodnie będziemy już dysponować swoim aparatem i pokażemy Wam z bliska jak wygląda ten zupełnie inny świat.
Końcówka tygodnia zapowiada się kolorowo. Radek w czwartek jedzie do Tajlandii, po nową wizę… a w Phnom Penh będziemy mieć polskich gości z Kampotu i Siem Reap.

A co u Was?

"ośrodek zdrowia" na przedmieściach Phnom Penh

„ośrodek zdrowia” na przedmieściach Phnom Penh

Cela wraz z Karen (pielęgniarka z ze swojej kliniki)

Cela wraz z Karen (pielęgniarka z ze swojej kliniki)

Każdy, kto przyszedł został osłuchany

Każdy, kto przyszedł został osłuchany