04 Lip '15

Tak samo, ale inaczej, czyli noc w miejskim szpitalu

Dzisiaj przybliżę Wam pracę w miejskim szpitalu w Phnom Penh.

 W zeszłym miesiąc dzięki dobrej woli mojej znajomej lekarski, z którą pracowałam w Khemie Clinic udało mi się dołączyć do jej 24 godzinnego dyżuru w jednym z miejskich szpitali w stolicy. Oczywiście z powodu mojego pochodzenia i koloru skóry, aby nie robić zbyt dużego zamieszania wśród pacjentów i personelu pojawiłam się po godzinie 17:00. Szpital to wielki murowany budynek z dużym zdjęciem matki z dzieckiem na bilbordzie umieszczonym przy bramie wjazdowej. Wnętrze duże, surowe, dość czyste, z naprawdę starym sprzętem. Wszyscy przyjęli mnie bardzo pozytywnie, pytali jak mam na imię, czy mam męża, dzieci, no i ile mam lat. To standardowe pytania, które ułatwiają im zakwalifikowanie do grupy: „bong” starsza lub „oun” młodsza. Te przedrostki stosują grzecznościowo do każdego zanim wypowiedzą właściwe imię. Ja byłam oun Celina. Podczas czterech godzin pracy na świat przyszła 5 dzieci. Cztery porody naturalne, jedno cięcie cesarskie. Na sali było tak dużo osób, że nie byłam w stanie odróżnić kto jest lekarzem, położną, salową, a kto studentką. Pacjentki mogły poruszać się wokół swoich łóżek, wraz z osobą towarzyszącą, czasem mężem, czasem siostrą czy mamą. W jednym pokoju stoją dwa proste łóżka porodowe, oddzielone od siebie kotarą. W drugim okresie porodu kobieta obowiązkowo musi położyć się na jednym z nich i tak rodzi swoje dziecko. Fizjologicznie poród wygląda oczywiście tak samo. Położna ubiera się w kalosze, zakłada fartuch, maseczkę. Rozkłada cały zestaw porodowy, myje kroczę i znanym wszystkim położnym odpowiednim manewrom, chroniąc kroczę przyjmuję dziecko na świat. Po porodzie podaje kobiecie 10j. Oxytocyny, maleństwo odpępnia natychmiast i zabiera do ważenie. Po kilku minutach dziecko wraca okryte już pieluszkami i kocykami do mamy. Łożysko rodzą aktywnie, poprzez pociąganie za pępowinę. Wszystkie czynności wykonuje położna, zazwyczaj ta z kilkuletnim doświadczeniem. Młode położne obserwują jej pracę, a wszystko nadzoruje położna przełożona, starsza wiekiem i doświadczeniem. W momencie pojawienia się komplikacji wzywany jest młody lekarz dyżurny, który w razie potrzeby dzwoni po swojego szefa. Wszystko odbywa się zgodnie z procedurami i zasadami szpitala. Dzięki temu praca przebiega łatwiej i szybciej. Przy tak dużej ilości pacjentek i pewnie dużym przemęczeniu personelu taka rutyna jest dla nich łatwiejszym rozwiązaniem. Po porodzie pacjentka przewożona jest na korytarz, gdzie leży z dzieckiem pod „szczególną” obserwacją dwie godziny, po czym wraca do swojego pokoju. Tak przez 24 godziny rodzi się około około trzydziestka dzieci. Pacjentki, które są w stanie pokryć koszt swojego pobytu w szpitalu płacą 50 $ za poród i około 24 godziny obserwacji, a za cięcie 200$, po którym zostają do 7 dni. Oczywiście, dla tych najuboższych poród może odbyć się za darmo, lub za dotacje, które są w stanie wnieść. Poziom edukacji położnych w Kambodży jest bardzo skromny. Jednak ilość godzin i tym samy doświadczenia, które mogą zdobyć jest znaczny. Miesięcznie przepracowują 192 godziny, w dyżurach 24 godzinnych. Ich średnia pensja wynosi od 100 do 250 $. Czy sytuacja położnicza w Kambodży różni się od tej w Polsce? Zdecydowanie tak!

20150301_224849

Rodzina, która czeka na nowego członka rodziny

Rodzina, która czeka na nowego członka rodziny

Łożysko po cięciu cesarskim

Łożysko po cięciu cesarskim

Pierwsze ważenie

Pierwsze ważenie

20150301_222224 20150301_22220420150301_214222

Porodówka

Porodówka

Porodówka

Porodówka

Porodówka

Porodówka