22 Wrz '14

Sześćdziesiąt „hello” na godzinę

W Kambodży dzisiaj zaczęło się święto Phum Ben, które potrwa trzy dni. Ludzie wyjeżdżają na wieś odwiedzić swoje rodziny. My nie mamy rodziny w Kambodży, ale mamy swoje ulubione wioski, które postanowiliśmy odwiedzić… a właściwie to jedną na wyspie Koh Dah.
Przed świętem w Phnom Penh zaczyna się szał jak w Polsce przed Bożym Narodzeniem… lub dwoma dniami wolnymi w tygodniu. Sklepy są dosłownie plądrowane. Wszyscy przygotowują się jak na nadejście wielkiej katastrofy. Nas również to nie ominęło i zaopatrzyliśmy się w papier, mąkę i cukier (z cukru można zrobić coś do picia, z mąki coś na ząb, a papier w razie gdyby składniki źle się połączyły:))
Już w piątek mieszkańcy Phnom Penh zaczęli opuszczać miasto. A w niedzielę wyjeżdżali ostatni, którzy zdołali zmieścić się do busa…

a8

Najważniejsze żeby pasy były zapięte... i nic nie wypadło :)

Najważniejsze, żeby pasy były zapięte… i nic nie wypadło 🙂

Rodzinny minivan

Rodzinny minivan

Raz na wozie...

Raz na wozie…

Wyjechać byle czym, byle daleko od miasta

Wyjechać byle czym, byle daleko od miasta

Mnisi też opuszczają miasto

Mnisi też opuszczają miasto

My pożyczyliśmy od znajomej stu centymetrowego Daelima, którym postanowiliśmy pojechać na wyspę położoną na rzece Mekong, a oddaloną o 15km od stolicy Kambodży. Koh Dah czyli Silk Island, wyspa, na której mieszkańcy głównie zajmują się przędzeniem jedwabiu. Aby dotrzeć na nią wystarczy wydostać się z miasta, a następnie znaleźć mały port (port to chyba za duże słowo), z którego wypływa prom (bardziej pasowało by słowo kawałek blachy, która nie nabiera wody). I za 1500 riel czyli ok 1zł, przepływając Mekong przenosimy się w zupełnie inny świat. Jeszcze na promie zagaduje mnie pani o to czy nie chciał bym nabyć jedwabnego szala w cenie 4$ (z takiej wielkości szala można uszyć spokojnie pięć jedwabnych krawatów, a następnie sprzedać w Europie za 100$ jeden) lub materiału z naturalnej bawełny za 3$.

 

"Port" z perspektywy promu

„Port” z perspektywy promu

Budynek przy przystani

Budynek przy przystani

a14

Szybkie tankowanie i ruszamy

Szybkie tankowanie i ruszamy

Sklepik promowy

Sklepik promowy

Czeski hokeista na khmerskiej łajbie

Czeski hokeista na khmerskiej łajbie

Knajpki na wodzie przy Mekongu

Knajpki na wodzie przy Mekongu

Pani w tuk tuku z zakupami na cały tydzień

Pani w tuk tuku z zakupami na cały tydzień

3 1 01

Nie ważne jak, ważne ile

Nie ważne jak, ważne ile

0001

Na buddyjskiej wyspie wita nas wielki napis mówiący, że Jezus nas kocha. Nikt sobie z tego nic nie robi. Jezus, Allah czy Budda jakie to ma znaczenie?!

5 4

Wjeżdżając w głąb wyspy zaczynamy widzieć i słyszeć dzieci, głośno krzyczące „hello” i machające w naszym kierunku. Jest ich mnóstwo. Bawią się, jeżdżą na rowerach, kąpią się pod domem czy ganiają z gołymi tyłkami po wiosce.

19 13 16 26 32
Czas na wyspie płynie wolniej niż w mieście. Nikt się nie spieszy, no bo po co? Rytm dnia wyznacza natura. Na drogach nie ma latarni, wiec po zachodzie słońca wszyscy kładą się spać. Wstają wcześnie po to, aby wyprowadzić bydło na pastwiska lub wypłynąć na Mekong łowić ryby. W ciągu dnia kobiety przędą jedwab, mężczyźni budują łodzie lub śpią na hamakach pod domami (dosłownie). Krowy, to zwierzęta niemal tak udomowione jak pies. Stoją nierzadko pod domem, wręcz wchodzą do niego lub mieszkają pod nim.

11 12 14 15 20 8

Krowy wypasa się na każdy skrawku wolnej przestrzeni czyli wszędzie

Krowy wypasa się na każdym skrawku wolnej przestrzeni czyli wszędzie

7

Jeden ze sklepów wielobranżowych

Jeden ze sklepów wielobranżowych

22 21 23 24 25

Znak przestrzegający mężczyzn przed biciem żon

Znak przestrzegający mężczyzn przed biciem żon

6 17 27

Masarnia na wolnym powietrzu

Masarnia na wolnym powietrzu

Pozostałości po hipsterach

Pozostałości po hipsterach

Oczekujący na łódkę

Oczekujący na łódkę

Najnowsze trendy, czyli salon fryzjersko-kosmetyczny

Najnowsze trendy, czyli salon fryzjersko-kosmetyczny

Tradycyjny khmerski mężczyzna byczący się pod domem

Tradycyjny khmerski mężczyzna byczący się pod domem

Na końcu wyspy znajduje się stara latarnia, którą miejscowi przerobili na guesthouse. Otwarta jest w sezonie suchym, kiedy jest możliwość kąpania się w Mekongu (obecnie poziom wody jest zbyt wysoki). Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby wdrapać się na sam szczyt i podziwiać wielką rzekę i otaczającą przyrodę.

Latarnia zza krzaków

Latarnia zza krzaków

42

Dobrze przykryta rdza

Dobrze przykryta rdza

panorama36 37 38 39 34 4045 4443

Z wyspy wydostać można się promem, który wcześniej nas na ową wyspę przywiózł. Ostatni odpływa o 19:30. Jeśli się na niego spóźnimy… zostajemy 🙂 Mało brakowało, a ostatnią noc spędzilibyśmy właśnie na Koh Dah. Wracając z latarni złapaliśmy gumę i jadąc tak na kapciu szukaliśmy miejsca, gdzie możemy ją wymienić. Udało się jedynie napompować dętkę i ledwo dojechać na ostatni prom. Widok był piękny. Zachodzące słońce, Mekong i skorupka, która cudem utrzymywała się na wodzie. No ale co tam, w takich okolicznościach przyrody (i ten, i nie powtarzalnej) nabieranie wody nabrałoby innego wymiaru 🙂

Płetwal błękitny :)

Płetwal błękitny 🙂

47

"Opuszczaj linę południową. Tak jest Panie Kapitanie"

„Opuszczaj linę południową. Tak jest Panie Kapitanie”

Widok na Phnom Penh

Widok na Phnom Penh

W warsztacie, który jest jednocześnie domem pana mechanika. Niestety bez kalendarza Pierelli

W warsztacie, który jest jednocześnie domem pana mechanika. Niestety bez kalendarza Pierelli

Na wyspę będziemy wracać raz w miesiącu i następnym razem pójdziemy w odwiedziny do khmerskiej rodziny, zobaczymy jak kobiety przędzą jedwab oraz sprawdzimy czy nocą w latarni straszy… 🙂