13 Sty '15

Rok… and roll

Dokładnie rok temu o tej porze (12.01) dolatywaliśmy na Bali. Nasza podróż zaczęła się jednak dwa dni wcześniej, kiedy to z Berlina polecieliśmy do Rzymu. Zatrzymaliśmy się tam u Pauliny i Maksia, którzy zadbali o to, aby ostatni dzień w Europie był rozkoszą dla podniebienia.

Następnie czekał nas kilkunastogodzinny lot z Rzymu przez Colombo do Kuala Lumpur. Paulina z Maksiem zaopatrzyli nas w pizze i kanapki, w razi gdyby na pokładzie przyszło komuś do głowy podać ziemniaki z proszku – ostatnio takie rarytasy serwowała Lufthansa – Kartoffeln nicht gut 🙂

WLOCHY_1

Czuć było, że z każdą minutą oddalamy się od Europy. Słońce zaczęło zmieniać kolory i zachodzić, a ludzie w samolocie układać się do snu. Tylko my nie mogliśmy zasnąć – ekscytacja podróżą była silniejsza. Pytaliśmy się siebie: „ciekawe, co będziemy robić za rok o tej porze?” Teraz już wiem – pisać kolejny post na stronę 😉

LOTY_1

Trochę klapnięci i z małymi przygodami w Kuala Lumpur (nie wiedzieliśmy, że kolejny lot mamy z innego lotniska. Wiedzieliśmy tylko, że jest za godzinę…). Udało wsiąść się do samolotu i w końcu lecieć na Bali!

LOTY_4

Na miejscu czekał na nas kierowca z napisem „Radek Młodzianowski” – poczułem się wtedy jak zupełnie ktoś wyjątkowy – jak Werther’s Original 🙂 Kierowcę zamówiła Kasia – pierwsza osoba z Polski, którą spotkaliśmy w naszej podróży i która bardzo nam pomogła. Oprócz zorganizowania nam transportu, znalazła dla nas mieszkanie, załatwiła skuter, pokazała co gdzie i jak w Ubud,… jednym zdaniem: bardzo ułatwiła nam życie. Kasia dalej jest na Bali, a co tam robi to o to już sami ją zapytajcie – oto jej blog http://kasiatriantafelo.com/

Bali

Mieszkając na wyspie ma się wrażenie, że cały świat jest gdzieś daleko (bo w rzeczywistości tak jest). Spotkanie z kuturą balijską pokazało nam że można żyć inaczej. Dla mieszkańców wyspy hierarchia wartości wygląda następująco: religia, rodzina, praca. Mieszkając u lokalnej rodziny widzieliśmy jak pierwsze co robią po przebudzeniu to składanie darów bogom, następnie był wspólny posiłek – oczywiście ryż – i droga do pracy na skuterze. Pomału zaczęliśmy wtapiać się w ten rytm. Spokojny, bez pośpiechu, podporządkowany naturze. Cela odkrywała nowe spojrzenia na położnictwo wymieniając się doświadczeniami z wieloma położnymi. Z Robin Lim i przede wszystkim Nienke – holenderką z która zaprzyjaźniła się tworząc cotygodniowe spotkania „woman circle”. Ja obserwowałem lokalnych mieszkańców starając się zrozumieć ich filozofię życia i uczyłem się gotować nowe potrawy. Poznawaliśmy wyspę, jej niesamowitą naturę. Wsiadaliśmy na skuter i jechaliśmy w nieznane. Żeby tylko się zgubić i znaleźć jakieś niesamowite miejsce, a z tym nigdy nie było problemu. W międzyczasie poznawaliśmy ciekawych ludzi, którzy otwierali nam oczy na wiele spraw. Nie byliśmy pierwszymi, którzy rzucili swoją pracę w Polsce, sprzedali wszystko i wyjachali za marzeniami. Teresa i Rafał mieszkają na Bali i wynajmują pokoje dla turystów (https://pl.airbnb.com/users/show/6522196). Zrobili dokładnie to samo. Świetni ludzie, którzy mieli dość pracy w korporacji. Przenieśli się na Bali i odkrywają smak życia w ciepłym kraju. Życzę każdemu żeby spróbował tak pysznych pierogów… na Bali. Jak ugotować żurek na Bali, to wiedzą tylko Teresa z Rafałem 🙂 Przed wyjazdem słyszeliśmy niepochlebne informacje o tym jacy to są Polacy za granicą. Teraz jesteśmy przekonani, że ludzie z naszego kraju, których spotkaliśmy na swojej drodze skutecznie ten mit obalili. A było ich wielu. Mariusz, który prowadzi szkołę nurkową i guesthouse, Natalia z Mironem, którzy podróżowali kilka miesięcy po Azji, czy Marcin, który jest obywatelem świata. Spotkanych tam ludzi było więcej, a w każdej opowiedzianej przez nich historii zabraliśmy coś dla siebie.

111 indonezja

Tajlandia

O tym, że jedziemy do Tajlandii dowiedzieliśmy się trzy dni przed wylotem. Mieliśmy zabukowany wcześniej lot do Kuala Lumpur, a na Bali kończyły nam się właśnie wizy. Znaleźliśmy więc opcję wolontariatu w szkole jogi na małej wyspie Koh Phangan. Zadanie – reanimacja restauracji. Po przeleceniu, przejechaniu i przepłynięciu dotarliśmy do maleńkiej wyspy w zatoce Tajskiej. Stan jaki zastaliśmy w restauracji był tragiczny – wszystko brudne, wszystkiego brakowało. W zamian za przywrócenie życia w knajpce dostawaliśmy wyżywienie (sami sobie gotowaliśmy), mieszkanie (domek na plaży) i wszelkie zajęcia jogi itp (Cela była wniebowzięta). To było trudniejsze zadanie niż się spodziewaliśmy. Praca w kuchni zajmowała całe dnie. Nauczyło nas to jednak pracy zespołowej ponieważ posiłki przygotowywaliśmy wspólnie. Cela miksowała koktajle, a ja serwowałem wegetariańskie obiady. To tam w domku na plaży o 4 rano dowiedzieliśmy się, że Jurek Owsiak przydziela nam nagrodę za spełnione marzenia. Pracę w kuchni skończyliśmy po miesiącu oddając ja w stanie nie do poznania. Przenieśliśmy się do dżungli do rodziny z Izraela, która prowadziła ośrodek jogi. Tam znaleźliśmy dużo spokoju i więcej czasu na poznanie wyspy. W międzyczasie zaprzyjaźniliśmy się z Elly i Mane – parą z Hiszpanii – z którymi połączyła nas piosenka dla Jurka i nocne zmagania po kradzieży na nas na jednej z „dzikich plaż”. Czas płyną pomału i co rusz pojawiały się nowe ciekawe osoby. Shay – radiowiec z Izraela, który gdyby urodził się w Polsce z pewnością oglądałby Misia (Paweł wie o co chodzi 🙂 Okazało się też że „nasi tu są”: Gosia z Michałem (https://www.facebook.com/Tokepl?fref=ts) i Marysia z Piotrkiem. Pierwsi mieszkali na wyspie od ponad roku i nie miała ona dla nich żadnych tajemnic. A drudzy to polscy nomadzi, będący jak Jataman – bywa tu, bywa tam, bywa też gdzie indziej, a obecnie w Nowym Yorku. I znowu potwierdził się fakt, o świetnych ludziach z Polski, którzy jak mawiał Laska pomyśleli co lubią w życiu robić i zaczęli to robić 🙂 W tym czasie wprowadzono stan wojenny, a jedynym uniedogodnieniem było to że po godz. 20 sklepy były zamknięte. Wiza w Tajlandii zaczęła tracić ważność i powstały pytania o to, co dalej. W międzyczasie odezwała się do Celi Ania z Kambodży (https://www.facebook.com/bycpoloznawkambodzy?fref=ts) z propozycją pracy. Kilka spojrzeń na siebie i na decyzję długo nie musieliśmy czekać. Bilety kupione przez Waszkę (to nasz dobry turystyczny duch, który potrafi załatwić bilet w każde miejsce i o każdej porze) można jechać!

tajlandia_3 tajlandia_2 tajlandia_1

Kambodża

Nie wiemy nawet kiedy strzeliło te pół roku w kraju khmerów. Początek był niezwykle trudny. Przylot z miejsca, w którym drzewa były mocno zielone, woda przeźroczysta, a powietrze czyste do miasta, w którym czuć było zapach spalin, a na ulicy fruwały plastikowe torebki był prawdziwym szokiem. Pierwszy tydzień i nocleg w najtańszym hostelu z widokiem na ścianę. Poszukiwania mieszkania, które choć trochę byłoby przytulne nie przynosiło skutku. W tym czasie Cela zaczęła już pracę w klinice, a do mnie przypętało się jakieś przeziębienie. Co dalej?! Jak mawiają: karta nie świnia, kiedyś się odwróci. I tak też się stało! Po tygodniu poznaliśmy Ewę bez której nie znaleźlibyśmy mieszkania, w którym obecnie mieszkamy. Ewa wprowadziła nas w świat Phnom Penh i pokazała, że stolica nie jest tak zła jak ją malują. Dni mijały, a my coraz bliżej poznawaliśmy Kambodżę. W wolnej chwili staraliśmy się wyjeżdżać za miasto, aby odkrywać prawdziwy klimat tego kraju. W tym czasie zaprzyjaźniliśmy się z naszą francuską współlokatorką Amandine, która również wiele opowiedziała nam o khmerach. Kambodża jest specyficznym, krajem z całą jej ponurą historią, drogimi samochodami i żebrzącymi dziećmi na ulicach. To ludzie są tutaj jednak pogodni, a każdy uśmiech jest z miejsca odwzajemniany i przekazywany dalej.

kambodża_2 kambo

Polska

Po 10 miesiącach w podróży postanowiliśmy odwiedzić najbliższych w Polsce. I był to bardzo przyjemny i owocny czas. Na lotnisku czekali już nasi przyjaciele – Ola z Pawłem. Kiedy mieliśmy już ich skaczących z radości w zasięgu wzroku, a oddzielała nas jedynie szyba nasze walizki zastrajkowały i postanowiły przyjechać jako ostatnie J Spędziliśmy czas z rodziną i przyjaciółmi. Na rozmowach, wspólnych posiłkach czy przemyśleniach. Dobrze jest podróżować i poznawać świat. Nowe zwyczaje, kulturę, kuchnię lecz dobrze jest też wrócić do tego co znamy najlepiej. Do głosów, które towarzyszyły nam od tylu lat, smaków do których tęsknimy czy choćby żartów, z których śmieją się nieliczni… Największym wydarzeniem było jednak przywitanie na świat nowego członka rodziny. Zdążyliśmy w samą porę 🙂 Czas w kraju minął niczym polskie lato (było w tym roku?:)) Na sam koniec pobytu w Polsce ciekawym doświadczeniem było robienie materiału i udział w programie Dzień Dobry TVN. Lecz bardzo wyczekiwaliśmy na spotkanie z Jurkiem Owsiakiem i całą WOŚP-ową ekipą. I było warto bo to na prawdę świetni ludzie. Ostatni dzień spędziliśmy z Anią, Rafałem i Mikołajem, którzy zapewnili nam miłą i rodziną atmosferę.

10751906_882768371735843_2028268022_n10748857_10203519492416355_968139523_n

Co możemy powiedzieć po roku? Na pewno więcej niż napisaliśmy, tylko komu chciało by się to wszystko czytać 🙂 Dużo się nauczyliśmy, wiemy już  jak nie chcemy, aby wyglądało nasze życie, ale jak będzie wyglądało tego dalej nie wiemy. Pewnym jest to, że jeśli mamy marzenia to na ich przeszkodzie stoimy tylko my sami. Do życia potrzebne są marzenia, a do szczęścia spełnianie ich… więc spełniamy je dalej. To był naprawdę dobry rok 🙂