30 Cze '15

Pran, pran! Czyli przyj, przyj!

Dzisiaj uczestniczyłam w moim pierwszym porodzie na Silk Island! W godzinach porannych do drzwi porodówki zapukała rodząca wraz z mężem, siostrą bliźniaczką, swoją młodszą córką, mamą i teściową. Wszyscy jednomyślnie wskazali na rodzącą witając się z Ćmopem (położna).

Byli dość mocno zaskoczeni moją obecnością, ale przy kolejnym skurczu już nikt nie zwracał na mnie uwagi. Ćmop zbadała rodzącą, założyła jej wenflon podłączyła glukozę i zostawiła ją udając się do pokoju badań, gdzie czekały na nią inne ciężarne. Po kilku minutach wróciła i widząc cierpiącą minę rodzącej ponownie ją zbadała. Bez słów na łóżku porodowym rozścieliła wodoodporną matę. Założyła rękawiczka, do metalowej miski wrzuciła nożyczki, kocher, klamerkę i gruszę do odessania dziecka. Rodząca w tym czasie zaczęła przeć, więc położyła się w swoim sarungu (chuście) na wcześniej przygotowanym łóżku. Wszystko przebiegało bardzo szybko. (Niestety) Ćmop zadecydowała o nacięciu krocza, po którym dziecko wyślizglęło się w jednym skurczu na matę. Mała dziewczynka natychmiast została odpępniona i zabrana do warzenia- 2700g. Krew powoli ściekała po macie do metalowej miski. Ćmop krzyknęła o sarung dla dziecka, zgrabnie je zawinęła i oddała rodzinie. Miałam wrażenie, że wszystko to trwało 2 minuty. Manualnie „pomogła” urodzić się łożysku, które wraz z krwią, wacikami i narzędziami gromadziły się na macie. To jednak nie przeszkadzało jej przy bardzo sprawnym zszyciu rozciętych  tkanek. Przy całym porodzie pomagały jej dwie asystentki: położna i dentystka. Ja wiedząc o khmerskiej tradycji tygodniowego niemycia się po porodzie szybko obmyłam kobietę z krwi. W tym czasie rodzina założyła jej wełnianą czapkę i włożyła watę do uszu, która ma zapewnić jej ciepło i zapobiec bólom głowy. Po porodzie 23-latka o bardzo kruchej posturze została przeniesiona na rękach męża do normalnego łózka, gdzie w końcu oddetchnęła z ulgą. Po około godzinie, dziecko trafiło do mamy, która po raz pierwszy je dotknęła i nakarmiła. Po 6 godzinach obserwacji pacjętka wraz z nowo narodzoną córeczką i całą rodziną wróciła do domu. Na odchodne zapłaciła 10 dolarów – taki jest tu koszt porodu. Każda z nas dość mocno odwodniona została poczęstowana przez Ćmopa cukrem palmowym, a ja składając gaziki uczyłam się nowych khmerskich słów. Słowa na dzisiaj: pran, pran- przyj, przyj i piękna dziewczynka – srasat srej 🙂

56

Babcia wyciera dziecko po pierwszej kąpieli

Babcia wyciera dziecko po pierwszej kąpieli

Babcia z nowo narodzoną wnuczką

Babcia z nowo narodzoną wnuczką

Ćmop z asystentką składają gaziki

Ćmop z asystentką składają gaziki

Położna wraz z synem, z którym przychodzi na dyżury

Położna wraz z synem, z którym przychodzi na dyżury

Pierwsze karmienie

Pierwsze karmienie

8