04 Lut '14

Powrót do przeszłości…

Krótka historia, o tym jak w przeciągu kilkudziesięciu godzin znaleźliśmy się na Bali.

 

Zaczęliśmy od pobudki o 7:00 rano w Pęzinie, przy temperaturze powietrza na zewnątrz ok 5C…brrrrry. Pyszne śniadanie made by Grażyna – wyśmienite! Ściski z Martyną, kanapki w siatce i plecaki na plecach – możemy wyruszać! Do Berlina dojechaliśmy dzięki brawurowej jeździe Lecha, który drogę z Pęzina na lotnisko zna już na tyle dobrze, że spokojnie mógłby jechać z zamkniętymi oczami (kto wie czy tak nie jechał?!:)). Bagaże oddane, ostatnie uściski i bon voyage! Berlin pożegnał nas deszczem, a Grażyna z Lechem machaniem zza szyby.

Przy kontroli okazało się, że coś przemycam bo ściągnąłem z siebie prawie wszystko, a mimo to bramki wciąż dzwoniły… chyba musiałem coś połknąć metalowego bo nic nie znaleźli 😉 Welcome to the aboard – czyli Auf Wiedersehen Berlin!

Lot był mało przyjemny… choć Celi podobało się bardzo – spała całą drogą, a ja ogłuchłem przez różnicę ciśnień + katar ;/ Ale to nic bo po 2h byliśmy już w Rzymie u Maksia i Pauliny! Tutaj temperatura powietrza ok 18C – jest coraz lepiej 🙂

4Maksiu z Pauliną odebrali nas z lotniska i zabrali do siebie na pyszną kolację i mandarynki prosto z drzewa 🙂 24h szybko u Maksiów szybko minęły… jak to co dobre, zawsze szybko się kończy. No ale przygoda dopiero się zaczynała…
i już czekaliśmy na kolejny lot. Tym razem Rzym – Colombo na Sri Lance.

57Teraz w powietrzu mieliśmy się znajdować przez 9h… zachód słońca na wysokości 11 tys. metrów imponował. Lecz po parunastu minutach zrobiło się za oknem całkowicie ciemno i gdzieniegdzie można było dostrzec światełka nad Arabią Saudyjską.

8

Lot stawał się na tyle inspirujący,że stworzyliśmy nasze pogłowia z serwowanego jedzenia. A Coca-cola wszędzie smakuje tak samo (dobrze).

10

Po przeszło dziewięciogodzinnym locie udało się wylądować, o godzinie 6:00 rano czasu miejscowego w stolicy Sri Lanki – Colombo. Temperatura powietrza 30C – ohh yeah! Sri Lanka z wysokości kilku tysięcy metrów robiła wrażenie, a po wylądowaniu poczuliśmy, że na pewno przyjedziemy tu na dłużej…

11Przed nami jeszcze dwa loty uff – daleko… po krótkiej przerwie startował nasz kolejny lot do Kuala Lumpur w Malezji. Samolot wystartował zgodnie z czasem i poza jedzeniem drogi nie pamiętamy – spaliśmy jak zabici 🙂 Obudziliśmy się już w Malezji, gdzie temperatura na zewnątrz przekraczała 35C, a wilgotności powietrza była w granicach 90%! Uderzenie ciepła po wyjściu na zewnątrz porównać można z ciosem zawodowego boksera – od razu powala na deski 🙂 Tutaj nieoczekiwanie okazało się, że kolejny samolot mamy z innego lotniska niż te, na które przylecieliśmy… do odlotu samolotu do Denpasar na Bali zostały już tylko 2h, a nasze bagaże nie chciały wychodzić na taśmę… a w ogóle jak się dostać na drugie lotnisko?! Cela jak z procy wystrzeliła szukać informacji na temat transportu, a ja oczekiwałem (w spokoju?!) na plecaki… przetransportować mogliśmy się z taksówką, na którą wcześniej trzeba kupić bilet i po wyjściu z lotniska ustawić się w kolejkę po czym specjalnie oznakowany pan (czarne okularu i koszula zapięta na jeden guzik) zatrzyma dla nas taryfę. Udało się! Bilet w kieszeni, jesteśmy w taksówce pędzącej żeby zdążyć na lotnisko, a za oknem Kuala la la… 🙂

 

Dalej wszystko poszło jak z płatka… w samolocie linii Air Asia myśleliśmy, że pokład się pali… ale to była para wodna, a raczej zmęczenie. Po 2h kapitan ogłosił, że lądujemy w Denpasar. Za oknem było już ciemno. Nagle zgasły światła w samolocie i zapaliły się wielkie lampy przyczepione do skrzydeł – wiele samolotów tak właśnie ląduje na wyspach – i robi to wrażenie. Lądowanie było miękkie, wystarczyło już tylko przejść odprawę paszportową i wypatrywać tabliczki z naszymi nazwiskami 🙂

A droga ich była długa…i ciekawa 🙂

1415