20 Sty '14

Plaża, ocean i Mario

A teraz coś na co wszyscy czekali… a przynajmniej my, czyli plaża!!! ;P

Co tu dużo mówić. 30C, przyjemny ciepły wiaterek, przejrzysta woda, gorący piasek, palmy,… i można tak wymieniać.

Z Ubud do Sanur, gdzie jest plaża mamy ok. 20km. Całą drogę przebyliśmy naszą super szybką Hondą. Przebijaliśmy się przez korek w Denpasar i śmigaliśmy trzypasmową autostradą. Lech Janerka śpiewał, że rower to jest to, a my mówimy skuter to dopiero jest to! (zwłaszcza przy cenie paliwa – przypominam raz jeszcze – 1,5zł za litr!). Celina widząc plażę i wodę zrzuciła z siebie ubranie i wskoczyła od razu do wody (co widać na zdjęciu). Ja postanowiłem nieco asekuracyjnie zaczynając od pływania po warszawsku… dupą po piasku i ganiając za krabami:) W przerwie od wody i plaży poszliśmy przegryźć coś w miejscowym warungu (restauracja). Jedliśmy sałątkę z marynowanego tofu i owoce morza z makaronem ryżowym, a do picia mango lasie – genialne! Żeby zrzucić posiłek poszliśmy dalej smażyć ciało, bo jak mówi mój przyjaciel Pablo – słońce najlepiej topi tłuszczyk 🙂 Tego samego dnia umówiliśmy się z Mariuszem – polakiem, który w Sanur założył szkołę nurkową. Mario okazał się bardzo ciekawym i miłym człowiekiem. Na wstępie powiedział: „kawą was nie ugoszczę, bo nie mam ale wskakujcie do basenu” (w tym czasie pływał w basenie ze swoim synem Leonem). Wpadliśmy zamiast na kawę do basenu – świetne!:) Czas u Mario szybko minął i już umawiamy się na kurs nurkowania… ale o tym w następnych odcinkach. Miłego oglądania 🙂