01 Mar '15

Oficjalne otwarcie!

Kilka dni temu odbył się pierwszy poród w naszym nowym pokoju narodzin! Było to oficjalne otwarcie. Urodził się chłopiec, ważący 2800g, pół Khmer, pół Anglik. Wszystko przebiegło szybko i spokojnie. Kobieta urodziła na naszym nowym łóżku w pozycji siedzącej, pępowinę odcięliśmy, gdy przestała tętnić. Po 1,5 godzinie kontaktu matki z dzieckiem skóra do skóry zbadaliśmy i zważyliśmy maleństwo. Rodzina, która co chwilę odwiedzała kobietę robiła wielkie oczy, dziwiąc się że tu ich córką będzie mogła urodzić.

 

celka

W Kambodży warunki, w których rodzą kobiety są nadal bardzo złe. Jeżeli rodząca może urodzić w prywatnej klinice, to porodówka jest bardzo zmedykalizowana, dalej dokonuje się tu bardzo wielu zbędnych interwencji. Poród w prywatnym szpitalu kosztuje średnio ok 200- 500 dolarów, natomiast w publicznym jest za darmo. Kobieta może zapłacić za zachowanie lepszych warunków higienicznych, których koszt wynosi kilkanaście – kilkadziesiąt dolarów. Przeciętnie w publicznym szpitalu rodzi się ok. 30- 40 dzieci dziennie, położne nacinają krocza, kobiety muszą leżeć. Powoli zmienia się jednak świadomość personelu medycznego, zaczynają rozumieć że łatwiej i szybciej rodzą te kobiety, którym nie przeszkadza się w procesie narodzin. Phnom Penh bardzo szybko się rozwija i jestem pewna, że za kilka, kilkanaście lat, jeżeli nie zdąży wejść tu moda na cięcia cesarskie, to naturalne położnictwo będzie mogło tu naprawdę zaistnieć.

Nam się to udaje, mamy piękny pokój i co najważniejsze lekarze i położne odchodzą od starej szkoły zmedykalizowanego położnictwa. Zaczynają słuchać i zmieniać swoje stare przyzwyczajenia (co w Kambodży jest bardzo trudne), dlatego jestem z nich dumna.

Remont naszego pokoju trwał dość długo, jak na polskie realia bardzo długo, jak na kambodżańskie normalnie. Praca objuczony była potem, kurzem, godzinami spędzonymi w sklepach i na placu budowy. Poprawki to część tutejszej pracy (jest to wliczone w koszta i czas). Jak tylko mogłam (przypominam, że jestem położną, a nie architektem, budowlańcem, elektrykiem czy dekoratorem wnętrz) starałam się nadzorować pracę budowlańców, żeby zaoszczędzić trochę czasu. Oczywiście, bez poprawek byłoby nudno, więc fachowcy kilkakrotnie przemalowywali ściany, kładli i ściągali kafelki, budowali ścianę, po czym ją burzyli itd.

Nasza sala narodzin powstała z połączenia dwóch małych pokoi. Zakupiliśmy i zrobiliśmy prawie cały sprzęt. Pamiętajcie, że jesteśmy w Kambodży, więc zakupienie czegokolwiek jest tu wielkim wyzwaniem. Zaprojektowaliśmy prawie wszystko: od poduszek, materacy do krzesełka porodowego, łóżko przyjechało z Chin.

Obecnie pokój jest prawie gotowy (brakuje nam jeszcze zdjęć), panuje w nim miła i ciepła atmosfera. Liczę na to, że uda nam się przyjąć w nim wiele pięknych porodów!

20150105_151338 20150105_151237 20150105_151213 20150105_151322P1010147 P1010146 P1010145 P1010142 P1010140 P1010139