16 Kwi '15

Mokre i białe święta czyli prawie jak w Polsce

Święta, święta i po świętach ale ostatni dzień zaskoczył nas nieoczekiwanie. Miało być błogo i leniwie. Postanowiliśmy niczym khmerzy w święta pojechać na prowincję, aby spędzić dzień na wsi.

Wybraliśmy się na naszą ulubioną Koh Dah czyli Silk Island. Od razu po wyjściu z promu zostaliśmy solidnie oblani wodą! Okazało się, że dzisiaj jest khmerski śmigus dyngus. Jechaliśmy dalej wzdłuż wyspy i co chwila doganiali nas mieszkańcy z kubłami pełnej lodowatej wody – przy ponad 35C upale, ależ to było przyjemne 🙂 Całkowicie mokrzy dojechaliśmy do małego guesthouse, w którym mieliśmy spędzić resztę dnia nad basenem. I faktycznie było leniwe nic nie robienie – basen, kokos, leżak i tak w kółko. Po kilku godzinach postanowiliśmy wracać do Phnom Penh, ale droga nie okazała się zbyt prosta. Po całej wyspie jeździły pickupy z beczkami napełnionymi wodą, z których solidnie polewano wszystkich dookoła. Dostało się i nam kilka razy. Poza tym, przy każdym domku stały uzbrojone w wiadra i kubki dzieci, które również nie wahały się ich użyć. A tuż za nimi rodzice, świętujący hucznie nowy rok. Ale największe nasze zaciekawienie wzbudzili ludzie mijający nas na motorach z wysmarowanymi na biało i czarno twarzami. Na odpowiedź długo nie musieliśmy czekać. Okazało się, że tradycją na prowincjach oprócz polewania wodą jest smarowanie twarzy pudrem i czarnym popiołem. I tak co sto metrów zatrzymywała nas grupa mieszkańców, która obrzucała nas białym lub czarnym pyłkiem, a następnie rozcierała go po twarzy – my po pewnym czasie, kiedy ogarnęliśmy o co tu chodzi robiliśmy z nimi dokładnie tak samo. Po wszystkim trzeba było wypić z każdym łyk piwa i życzyć sobie najlepszego. Niekiedy na łyku się nie kończyło i musieliśmy zostać dłużej, aby zatańczyć (bo to nowy rok więc muzyka grała prawie pod każdym domem), wysmarować lub polać wodą innych no i oczywiście wypić piwo do końca z gospodarzem. Nie pamiętamy ile raz nas tak złapano ale nie dało się od tego uciec. Zabawa była świetna i żałujemy tylko tego, że  nie wzięliśmy ze sobą aparatu. Zaraz po przyjeździe do domu zrobiliśmy sobie zdjęcie, a efekt świętowania nowego roku możecie zobaczyć poniżej 🙂

celi-i-rad_2celka-i-rad