23 Sie '14

Jeśli Cela może być menadżerem, to wszystko jest możliwe

Witajcie Kochani! Na wstępie muszę się usprawiedliwić… dawno się nie odzywałam, ale od przyjazdu do Phnom Penh cały mój czas pochłaniała praca w klinice i zmaganie się z ciężkimi początkami życia w miejskiej dżungli.

Ale, ok. Skąd wzięliśmy się w Kambodży?! Już wyjaśniam. Jeszcze na Bali nawiązałam kontakt z Anią – położną z Polski, która prowadzi bloga https://pl-pl.facebook.com/bycpoloznawkambodzy. Następnie będąc w Tajlandii dostałam od niej propozycję zastąpienia jej w prywatnej klinice na stanowisku managera położnych. Wiem, to stanowisko na polskie warunki z moim wiekiem i stażem pracy wydaje się nieosiągalne, ale w Kambodży wszystko jest możliwe. Zdecydowaliśmy – Phnom Penh naszym nowym domem (przynajmniej na jakiś czas).

Miejsce, w którym pracuję to Khema – klinika z różnorodnymi usługami medycznymi. Pod moim nadzorem znajduje się sala porodowa i sala cięć. Sytuacja, która mnie tu zastała nie jest łatwa, ponieważ cały system położniczy w Phnom Penh jest daleki od naturalnego położnictwa. A to właśnie moim celem jest zmniejszenie liczby cięć, wprowadzenie naturalnych metod łagodzenia bólu porodowego, propagowanie karmienia piersią i to co najważniejsze stworzenia miejsca przyjaznego do porodu. Dużo pracy przede mną, zwłaszcza, że nikt nie rozumie mojego podejścia, współpracuję z bardzo młodymi położnymi, zmagam się z nowymi trendami w Kambodży do niekarmienia piersią i wykonywania cięć na życzenie.  Będę się z Wami dzielić moimi przemyśleniami, zmaganiami i mam nadzieje w jakieś przyszłości (raczej dalszej) z sukcesami. Nie tracę nadziei, bo przede mną wielkie cele, wielkie wyzwania i zdobywanie ogromnego doświadczenia.

Na razie wystarczy, bo mamy weekend, więc staramy się nie myśleć za dużo o pracy. Od wczoraj jesteśmy w Kep – nadmorskiej miejscowości na południu Kambodży. Od razu po pracy wskoczyliśmy w autobus, żeby po 4 godzinach drogi znaleźć się w raju.. Mieszkamy w małej chatce w dżungli za 5$ za dobę, jemy ryż i rozkoszujemy się widokiem zachodzącego słońca. Korzystamy z tego maksymalnie, bo jutro wracamy do Phnom Penh. Nie możemy wrzucić więcej zdjęć bo nadal nie mamy aparatu. Te, które publikujemy przesłała nam koleżanka, z którą wspólnie jedliśmy kolację.

Napiszcie też co u Was, bo naprawdę tęsknię!

kep_1 kep_2