20 Kwi '16

Egzotyka czyli pan Janek leci do Polski

26 kwietnia po południu w Berlinie wyląduje samolot z nami na pokładzie. Radość wielka, bo po 8 miesiącach zobaczymy bliskich, a bliscy nareszcie poznają Janka.

To, co teraz napisze, może wydać się wam dziwne lub nie na miejscu, bo w końcu jedziemy do kraju kapitalistycznego, z którego pochodzimy i spędziliśmy w nim większość swojego życia. Który to kraj ma być może nawet tam i swoje plusy. Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły nam minusów. A szczególnie jednej osobie, czyli Jankowi.

Po pierwsze. Temperatura i możliwość wietrzenia tyłka przez cały dzień.
Na Bali, w Kambodży czy Tajalandii rzecz jest prosta. Temperatura zawsze grubo powyżej zera, a więc ubieranie dziecku kilku warstw ubrań jest zwyczajnie bez sensu. Chyba, że wskakujemy na motocykl, wówczas jakaś owiewka jest mile widziana. Inaczej w Polsce. Wymagane jest pełne nakrycie ciała. Nawet kiedy temperatura oscyluje w granicach dwudziestki czapeczka to rzecz podstawowa. Kto z nas nie słyszał uwag „nałoży pani\pan czapeczkę, wiatr przecież wieje”. Także dziecko widzi swoje ciało podczas kąpieli, a następnie chowane jest w warstwy rajstop, bodziaków itp. pajacyków. Taki mamy klimat jak to  kiedyś ktoś powiedział.
P1140621

Po drugie. Mobilność.
Po przylocie na Janka czeka nowa atrakcja i wyzwanie-fotelik samochodowy. To, co dla jednych jest normą, dla drugich jest ciekawostką. W Azji zwykle wszyscy poruszają się motocyklami. Bo i wszędzie wjedzie, tani w utrzymaniu, a i całą pięcioosobową rodzinę można zapakować, nie wspominając o żywym inwentarzu. Nie inaczej jest z nami. Chcemy gdzieś jechać no problem! Zawijamy Janka w chustę, oczywiście czapka musi być! I jedziemy nie przekraczając 40 km\h. Z samochodem sprawa jest jeszcze łatwiejsza, bo nie zakładamy chusty. Celka bierze Jana w ręce, który w każdej chwili może sobie zrobić sleep&eat. Prędkość nie większa niż 60 km\h. W Pl jest nieco inaczej. Przypinamy dziecko do fotela, ustawiamy bajkę i pędzimy 140 km\h.
P1140479

Po trzecie. Warzywa i owoce.
Kiedy w Pl sezon w pełni, wybór jest zacny. Młode warzywa i owoce wylegują się na targu i aż proszę się o zjedzenie. W styczniu lub marcu, ze świeżych smakołyków zostaje tylko to, co uda się wyhodować w Hiszpanii lub Maroko. Inaczej jest w tropikach. Kiedy kończy się sezon na jakiś owoc, za chwilę pojawia się sezon na następny. I tak czekając na mango, po drodze mamy sezony awokadowe, jack fruitowe, bananowe, salakowe, itd. Można wymieniać w nieskończoność. Pytanie. Co można podać świeżego dziecku w sezonie zimowym? Świeży dżem ze słoika? Nie powiem, uwielbiam!
P1140335

Po czwarte. Tacy sami, a dziecko między nami.
Spanie dziecka z rodzicami. To, co dawniej w Polsce było normą (dzieci spały w nogach rodziców) dziś staje się nowością (głowa już nie w nogach), a w Azji nadal jest standardem (totalna dowolność). Może powodem, dla którego rodzice śpią z dzieckiem, są komary. W związku z tym trzeba spać wspólnie pod jedną moskitierą. Może jest taka moda lub babcia każe, bo i jej mama tak robiła i całe pokolenie Azjatów. My wierzymy, że azjatyckie kobiety są zbyt „leniwe”, żeby wstawać do dziecka i dlatego solidaryzując się z nimi, nie zamierzamy w nocy gdziekolwiek wstawać i Janek śpi w środku 🙂

P1140216

 

Dla większości ludzi Indonezja wydaje się być egzotycznym krajem, ale przez to co nas teraz doświadcza to Polska stała się dla nas pełną egzotyką. A jaka będzie dla Janka? Liczmy na dobre rady, dużo uśmiechu i prognozy pogody powyżej 30C 🙂 Do zobaczenia w Polsce!