Karen to lekarz homeopata z 30-letni stażem pracy. Codziennie rano przygotowywała nam napój z alg i probiotyków. Do dezynfekcji rąk olejki eteryczne z. Lepiej być nie mogło!
16 Maj '14

Wracam na Filipiny… w myślach

Po kilku dniach spędzonych na zmianę w kuchni i na zajęciach jogi, zatęskniłam za tym, co kocham robić najbardziej, czyli pracą z ciężarnymi i rodzącymi. Przypomniał mi się czas spędzony na Filipinach. Postanowiłam tam na chwilę wrócić… myślami i podzielić się nimi z wami.

Read More
1
zadjecie
1_15
1
pamiętnik_2
10
01 Kwi '14

Praca, praca, praca, czyli dzień jak co dzień

Po kilku dniach wpadłam w wir pracy. Przez dużą ilość pacjentek, które przychodziły do naszej kliniki, nie miałyśmy chwili wytchnienia. System pracy lokalnych położnych opiera się na 24 godzinach pracy, po których następuje 24h przerwy. Jest ich tylko sześć, więc w pierwszych tygodniach mojego pobytu, które były bardzo pracowite wszystkie chodziłyśmy „do tyłu”. Oficjalnie dzień zaczynał się o 8:00 przekazaniem sobie dyżuru. Wszystkie siedząc przy stole, pijąc kawę i jedząc śniadanie (zazwyczaj jajko lub ryż i owoce) rozmawiałyśmy o naszych pacjentkach. Dzieliłyśmy się różnymi spostrzeżeniami, wiedzą i decydowałyśmy o wypisach matek z dziećmi do domu (przeciętnie spędzały z nami pierwsze 24h po porodzie). Potem zaczynałyśmy przyjęcia ciężarnych. Zwykle trwało to do 13-14:00, w tym czasie badałyśmy około 20-30 kobiet. Czasem z powodu braku miejsc dostawiałyśmy dodatkowe polowe łóżka, na których przeprowadzałyśmy kompleksowe wizyty. Około godziny 14:00 miałyśmy przerwę na obiad, choć był to bardzo umowny czas, ponieważ w każdej chwili mogłyśmy być wezwane do porodu… i najczęściej tak było. Późnym popołudniem wypisywałyśmy pacjentki do domów i wręczałyśmy im małe podarunki (batony energetyczne, szczoteczki do zębów, ubranka dla dzieci). Przed odwiezieniem ich karetką zbierałyśmy się i robiłyśmy wspólne, pamiątkowe zdjęcie. Dalsza część dnia i nocy była podyktowana ilością porodów i przyjęciami rodzących.

Read More
polozne
28 Mar '14

Spacer po Bumi Wadah

Po przyjeździe do Dulangu (małej miejscowości oddalonej godzinę drogi od Taclobanu) przywitała mnie grupka dzieci, które od wejścia nie chciała mnie puścić. Pytały krzycząc: „what’s your name?”, „how are you?”. W końcu po „przekupieniu” ich cukierkami pozwoliły mi przywitać się z Robin Lim, Jacquelyn (położna z USA), Nikko (lekarka z USA) i resztą lokalnych położnych – Joana, Nerissa, Maricelle, Lorina, Edna i Teresa.
Po krótkiej rozmowie zostałam oprowadzona po szkole, która po tajfunie została zaadaptowana na centrum narodzin. Wewnątrz budynku rozbito kilkanaście namiotów. Część z nich spełnia funkcję domów dla wolontariuszy, pośrodku których znajduje się kuchnia z dużym stołem (miejsce spotkań i wspólnych posiłków). Część „prywatna” została oddzielona kotarą, za którą mieści się namiot porodowych z dwoma łózkami. Cała wolna przestrzeń została zajęta przez łóżka polowe, na których odpoczywają kobiety rodzące i po porodzie. Dalej mieści się mała „izba przyjęć” i dwa namioty dla matek z dziećmi po porodzie ( sześć łóżek). Pomimo niewielkiej przestrzeni codziennie badaliśmy około 20-30 ciężarnych.
Na miejscu dowiedziałam się więcej na temat funkcjonowania tej organizacji.  W listopadzie 2013 roku po tragicznych wydarzenich spowodowanych przez tajfun Jolanda organizacja Mercy in Action postanowiła wesprzeć lokalną ludność. Zebrała grupę wolontariuszy, odpowiednie środki i przez trzy miesiące oferowała profesjonalną pomoc położniczą dla miejscowych kobiet. Po tym okresie miejsce zostało przekazane fundacji Bumi Wadah, na czele której stoi Robin Lim.

Read More
7
26 Mar '14

Welcome to Tacloban

Na Bali jestem już tydzień! Po leniwym i cudownym odpoczynku  udało mi się zmobilizować i spędzić dłużej niż kilkanaście minut przed komputerem. Nie jest to łatwe z racji tego, że słońce świeci tu non-stop i jest bardzo gorąco! Po powrocie odczułam zmianę pogody, pora deszczowa zmieniła się w porę suchą.  W między czasie dwa dni przeleżałam w łóżku z gorączką-39 stopni i niesamowicie silnym bólem brzucha. Magiczna moc kokosa, kompotu z guarany i chińskich tabletek pomogła. Postanowiłam zrobić coś więcej, niż to co poradzili mi w Bumi: „ Paracetamol, woda i modlitwa”. Radek cierpliwie zniósł mój stan i po raz kolejny okazał się moim wybawieniem.

Read More